czwartek, 10 października 2013

Marzenia



Zawsze marzyłam by być eteryczną blondynką o pięknych błękitnych oczach i alabastrowej cerze. Widziałam siebie jako delikatną, smukłą kobietę o włosach niczym jedwab, przechadzającą się po plaży…
Rzeczywistość jest bolesna i zgoła odmienna, mam zielono-szare oczy, piegi, które znikają wraz z odejściem słonecznych dni, włosy wpadające w odcień rudego, choć rude właściwie nie są i ‘słusznych” rozmiarów biodra. Do tego wszystkiego jestem raczej niewysoka – żeby nie powiedzieć mała… Tylko raz usłyszałam, że wyglądałam filigranowo, miałam 17 lat i powiedział mi to…wujek.

Wiele moich marzeń i założeń mija się w podobny sposób z otaczającą mnie rzeczywistością. Marzyłam o rodzinie, a właściwie o szczęśliwym życiu rodzinnym, przepełnionym miłością i spokojem. Dostałam rodzinę, moją małą, własną rodzinę, ale jest ale. Mieszkamy daleko od bliskich i choć byśmy bardzo potrzebowali to nie mamy nawet jak poprosić o pomoc. Nikt nie zostanie z moim synem na chwile, kiedy ja wyjdę po zakupy. Nie możemy liczyć na niedzielny obiad u mamy, czy zwykłą kawę u teściowej. Nasze życie pędzi i przecieka miedzy palcami. Rzadko mamy czas by być razem, więc wychodzi na to, że dostałam coś o czym marzyłam ale nie w okolicznościach o jakich marzyłam.

Całe to miejsce mnie uwiera, mierzi i sprawia, że gorzknieję. Jeśli ktoś mi powie, że system socjalny w UK jest świetny to osobiście napluje mu w oko. Moje dziecko jest w żłobku cały dzień, żebyśmy mogli pracować. Ponad 3/4 mojej wypłaty jest przeznaczane na opłatę za żłobek. Tak, są tańsze żłobki, ale my nie jesteśmy dla nich priorytetem. Kto jest? Samotni rodzice i matki poniżej 18-go roku życia. My jesteśmy na liście rezerwowych (od 2 lat) na 23 miejscu…

Czy warto być uczciwym? Chyba tylko dla własnej satysfakcji, żeby móc powiedzieć że nie oszukujemy państwa, nie bierzemy benefitów i nie udajemy że jestem samotną matką. Nie liczymy na pochwały i uściski dłoni prezesa, jesteśmy uczciwymi ludźmi i to jest dla nas normalny wybór, oczywistość. Czasem jednak odzywa się we mnie cichutki głosik. Głosik, który przypomina mi o oddalającym się marzeniu mieszkania w Polsce. Ten głosik sprawia, że na krótką chwilę w mojej głowie pojawia się myśl ‘i tak tego nikt nie doceni, głupia’.

Nie lubię się nad sobą użalać, wiem że powinnam dziękować za to co mamy, docenić to przez pryzmat tego, że inni mają mniej. Wynajmujemy mieszkanie, ale powinnam być wdzięczna, że mamy prace i możemy to mieszkanie opłacić. Ja jednak chcę więcej! Czy to źle? ‘Wyżej dupy nie podskoczysz’ słyszę od uprzejmych.

Może powinnam przestać marzyć? Żyć dniem dzisiejszym.